 |
| Dominic |
Od godziny leżałam cały czas myśląc o tym,co by się stało gdyby Vivien się utopiła. Wszyscy spali już dawno,ja siedziałam nad jeziorem i dopiero godzinę temu weszłam do namiotu,bo komary nie dawały mi żyć. Zaintrygowało mnie to,że Dominic tak zareagował na to wydarzenie,mam na myśli "topienie" młodej. Swoją drogą są to przyjaciele często się kłócący,ale nawet Bertie zachował większy spokój od niego. Po za tym nie zauważyłam,żeby Dom okazywał jakiekolwiek emocje. Cały czas chodził beznamiętnie patrząc się w przestrzeń. Może po prostu taki jest?Nie wiem,nie mam pojęcia..nie znam go zbyt dobrze. Mam zamiar dzisiaj to nadrobić. Chcę dzisiaj pójść do sklepu po jakieś jedzenie,najchętniej z Dominiciem,żeby z nim porozmawiać,ale przecież Aaron miał nam przywozić to,co chcieliśmy... Trudno,najwyżej będę udawała,że zwijam się z bólu i obudzę go,żebyśmy razem mogli wybrać się w dwu kilometrową podróż do sklepu. W sumie i tak musieliśmy pójść,bo Dom nie wytrzyma bez fajek. Zerknęłam na zegarek w telefonie. Wybijał godzinę 5:18. Pięknie,pięknie... - pomyślałam. Wciągnęłam spodnie i dużą,szarą bluzę,spięłam włosy i poszłam do namiotu Dominica,Bertiego i Adama. Delikatnie obudziłam tego pierwszego i wyciągnęłam go z namiotu trzymając palec na ustach,w geście,żeby zachowywał się cicho. Chciałam wrócić przed pobudką mojego chłopaka,żeby nie miał głupich podejrzeń. Objaśniłam Dominicowi,że chcę wybrać się do sklepu i żeby poszedł ze mną,bo nie wiem,jakie on fajki pali,a po za tym pewnie mi nie sprzedadzą,na co on odparł:
 |
| EMIKO |
- Błagam Cię,ja mam swoje sposoby. Poczekaj,tylko ogarnę się trochę,bo jestem w samych bokserkach.
Rzeczywiście był w samych gaciach. Miał chudą,płaską klatkę piersiową i był cały blady. Zero życia w tym nastolatku - pomyślałam. Od razu wpadło mi do głowy,że on może mieć anoreksję,ale wyrzuciłam tą myśl z mojej głowy. Po pięciu minutach znajdowaliśmy się już na ścieżce prowadzącej do sklepu.
- Wiesz w ogóle jak tam dojść?-zaczęłam niepewnie rozmowę.
- Coś tam wiem. Kiedyś tu byłem. Fajna okolica - odpowiedział jak zwykle beznamiętnie.
- Zgadzam się .
Szliśmy przez chwilę w milczeniu,ale przecież ja miałam zajrzeć wgłąb jego duszy,charakteru. Chciałam się dowiedzieć,co mu tam w głowie siedzi. Próbowałam się przemóc,ale gdy już chciałam coś powiedzieć,nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Po kilkunastu nieudanych próbach w końcu wzięłam głęboki oddech i powiedziałam:
- Powiesz mi coś o sobie? - to zabrzmiało co najmniej dziwnie.
- To znaczy? - spytał zaskoczony zwalniając krok.
- Nie znamy się za bardzo,może zagramy w "Szczere pytania"?Wiesz na czym to polega? - brzmiałam coraz bardziej idiotycznie.
- Nie za bardzo... - odpowiedział ostrożnie.
- To Ci wytłumaczę - rzekłam pewniej. - Po prostu raz ty,raz ja zadajemy sobie nawzajem pytania i na nie odpowiadamy. Szczerze - podkreśliłam.
- Musimy w to grać? - spytał zażenowany.
- Tak - odparłam z entuzjazmem 5-cio letniej dziewczynki.- Więc ja pierwsza. Co czujesz do Vivien?
- A jak ktoś nie chce odpowiedzieć na to pytanie? - zapytał szybko.
- To zadam inne,jeszcze gorsze - odpowiedziałam wymijająco.
- Lubię ją. Nawet bardzo. - odparł wciąż pozbawiony emocji.
- Czemu nie okazujesz emocji? - zapytałam bez przemyślenia.
- Teraz moja kolej... - odpowiedział Dominic patrząc przed siebie. - Kochasz Adama?
- Tak,chyba to widać.. - odparłam zaskoczona tym pytaniem.
- Zaraz wrócę,idę się odlać - powiedział wcale mnie nie słuchając. Zachowywał się jakby coś go nagle opętało,jego źrenice były wielkości główki szpilki. Usiadłam na skraju ścieżki,w czasie,gdy Dom poszedł "się odlać". Czekałam 10 minut,aż w końcu z lasu wyszedł uśmiechnięty blondyn.
- No,możemy iść! - oznajmił uśmiechając się.
- Co ci się stało? - zapytałam zdziwiona.
- A co się miało stać? - odparł wpatrując się w przestrzeń,jakby zauważył coś ciekawego i interesującego.
- Co ty do cholery brałeś?! - wykrzyczałam wściekła. Wyglądał,jakby był na haju,co za człowiek. Przecież nie było mowy o żadnych używkach na tym wyjeździe. Wyjątkiem były fajki.

- Nic,wyluzuj...ja i brać?Błagam cie,ja jestem kulturalny człowiek! - odpowiedział spokojnie. Chyba nie wiedział,co się dookoła niego dzieje. Byłam bezsilna,nie wiedziałam,co mam robić. Pierwszy raz spotkałam się z takim ćpunem,jak on. Boże,przecież on ma dopiero 15 lat! Nie potrafię tego pojąć. Jego źrenice przedtem były ledwo widoczne,teraz były ogromne... Bałam się,że coś mu odbije. Jednak szłam dalej,przed siebie w milczeniu,a on szedł mamrocząc coś pod nosem do siebie i co chwilę wybuchając histerycznym śmiechem. Myślałam,że zwariuję. Już nieraz słyszałam historię o narkomanach,którym ostro odbijało po każdej działce. Podobno taka "faza" trwa od 8 do 12 godzin. Co ja teraz powiem reszcie? "Sorry,ale Dominic poszedł się odlać i przy okazji sobie sztachnął?". Byłam na niego niesamowicie zła,a jednocześnie bałam się,że coś mu się stanie. Odwróciłam się,by spojrzeć,gdzie on jest,bo szedł trochę w tyle. Zauważyłam,że gada z jakąś dziewczyną. Podeszłam do nich szybkim krokiem i zauważyłam,że ona coś pali. To nie były papierosy,a dym unosił się na około. Złapałam Dominica za ramię i powiedziałam do niej :
- Sorry za kolegę . Tak trochę na haju jest.
- Ejejeje,ale ja go znam! Dominic,chodziłam z nim do przedszkola,a potem razem zaczęliśmy palić,wiesz przyjaciele,ale musiałam się wyprowadzić,bo mnie ze szkoły wyjebali. - odparła dziewczyna. Miała długie,proste blond włosy i też bez wątpienia ćpała. Zakrztusiłam się dymem,który wydobywał się z jej skręta,po czym powiedziałam:
- Fajna historia,ale musimy już iść. Chodź,Dom.
Wzięłam go za rękę i poszliśmy. Nadal coś mówił pod nosem. Może to podłe,ale chciałam coś z niego teraz wydobyć,jak tyle mówił. Nie będzie pamiętał.
- To,jak kochasz Vie?-zapytałam bezceremonialnie.
 |
| CARLY |
- Oczywiście,mógłbym na nią patrzeć cały czas,jest piękna - odpowiedział uśmiechając się szeroko i tępo.
- Ale wątpię,żeby ona chciała być z kimś,kto ćpa. - odparłam.
- Przecież ja nie biorę,coś ty - powiedział. Nadal nie kontaktował zbytnio. Westchnęłam i dałam sobie spokój. To było bez sensu. Nagle zobaczyłam sklep,w końcu. Uśmiechnęłam się sama do siebie i podbiegłam do sklepu razem z blondynem. Kupiliśmy fajki,tzn. on kokietował sprzedawczynię,która wcisnęła mu bez problemu trzy paczki. Wyszliśmy ze sklepu z dwiema torbami zakupów,które trzymał on. Był wyjątkowo uprzejmy,gdy był na haju,trzeba przyznać. Doszliśmy do namiotów około 8-mej. Wszyscy siedzieli w kółku i rozmawiali.
- Siema! - krzyknęłam rzucając torbami na trawnik. Usiadłam obok Adama,a on mnie objął.
- Co kupiliście? Umieram z głodu! - powiedziała Carly siedząc przy torbach z zakupami.
- Co jest? - spytał Adam widząc moje zamartwienie.
- Nic. - odparłam wymijająco. Nie chciałam o tym mówić przy wszystkich. Chyba to zrozumiał,bo później nic nie mówił o tym. Zjedliśmy wszyscy śniadanie. Cały czas miałam Dominica na oku.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Po południu przyjechał Aaron. Przywiózł jedzenie,bo i tak poranne zakupy dawno zostały zjedzone. Słońce świeciło,wszyscy byliśmy w krótkich spodenkach,a Dom chodził w kurtce i trząsł się z zimna. To by było dziwne,że już był na głodzie...narkotykowym,oczywiście. Starałam się o tym nie myśleć i skupić się na klacie Aarona,bo chodził bez koszulki pod pretekstem,że nie może wytrzymać,bo jest mu za gorąco.Adam też mógłby zdjąć koszulkę,ale chyba przy bracie Carly miał kompleksy. To było śliczne rodzeństwo,jednak nie byli do siebie zbyt podobni. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Adam:
- Kochanie,serio co Ci jest? Martwię się o Ciebie.
 |
| AARON |
- Nie wiem,tak jakoś. Zróbmy coś,cokolwiek. - odpowiedziałam znudzona wszystkim. W tym momencie chwycił mnie za rękę i zaprowadził do namiotu. Bez słowa zasunął suwak od namiotu i usiadł naprzeciwko mnie.
- Mów,co się dzieje. Przecież widzę,że coś jest nie tak... - powiedział zdenerwowany,a jednocześnie zmartwiony.
- Wiesz o tym,że Dominic ćpa? - spytałam smutno.
- Że co ? - spytał nieco uspokojony,lecz zszokowany. Opowiedziałam mu,co wydarzyło się dzisiejszego ranka. Nie mógł w to uwierzyć,chociaż po Dominicu było widać trochę,że albo ćpa albo ma anoreksję. Byłam ciekawa,czy Bertie też ma takie problemy. Miałam nadzieję,że nie,bo wychodziło na to,że są moimi nowymi przyjaciółmi. Nie chciałam już o tym myśleć,rozmawiać,więc położyłam się obok Adama i westchnęłam.
- My nigdy nie weźmiemy,prawda? - zaczęłam trzymając dłonie na jego klatce piersiowej.
- Już kiedyś brałem LSD . - oznajmił bojąc się mojej reakcji.
- Co to takiego? - zapytałam ze złością . Nie chciałam,żeby mój chłopak ćpał.
- Taki środek halucynacyjny nazywany potocznie kwasem. Od niego nie można się uzależnić,wziąłem tylko dlatego,że koledzy z gimnazjum w Polsce też brali. Nic przyjemnego.
 |
| ADAM |
- Spoko...ale już nigdy nie weźmiesz? - spytałam chcąc się upewnić.
- Jeśli będę szczęśliwy,już nigdy nie wezmę. - odparł patrząc mi się prosto w oczy.
- A jesteś ze mną szczęśliwy? - zapytałam. Poczułam,że to pytanie było głupie.
- Nie,wiesz,nie jestem. Po prostu kocham Cię najbardziej na świecie,ale nie jestem - powiedział sarkastycznie po czym kontynuował - Oczywiście,że jestem. Gdybym nie był,nie leżelibyśmy teraz obok siebie,a ja prawdopodobnie skończyłbym jak Dom.
- Jejku,głuptasie,kocham Cię ! - odparłam,kamień spadł mi z serca. Pocałowałam go delikatnie,a on przytulił mnie mocno. Uwielbiałam czuć jego ciepło blisko. Tego dnia przeżyliśmy swój drugi raz. Adam był w tych sprawach bardzo delikatny. Przebraliśmy się w inne ciuchy,cieplejsze,ponieważ był już wieczór i wyszliśmy z namiotu. Zobaczyliśmy Bertiego,Dominica,Carly,Aarona i Vivien siedzących przy ognisku.
 |
| Vivien |
- Moglibyście robić to następnym razem ciszej!-krzyknął uśmiechając się Bertie,reszta wybuchła śmiechem,a ja spłonęłam rumieńcem. Adam objął mnie i dołączyliśmy do nich. Jak zwykle rozmawiali o nieistotnych sprawach,a Dom nie udzielał się,tylko siedział w bezruchu wpatrując się w ogień. Myślałam,że zaraz w niego wskoczy. Nadal się o niego bałam. Zjedliśmy kolację i chłopcy oznajmili,że chcieliby połowić ryby. Był to dla mnie idiotyczny pomysł,tacy hipsterzy i łowienie ryb? Ale mogło być zabawnie,więc razem z Vivien i Carly przyłączyłyśmy się. Aaron musiał już jechać,jednak nie pożegnała go siostra,tylko Vie. Przytuliła się do niego i pożegnała. Chyba się w nim zauroczyła. Miałam nadzieję,że Dominic tego nie widział. Serce by mu pękło.
 |
| Dominic i Bertie. |
Aaron pożyczył im wędki,jakie miał w domu,jakieś stare i bezużyteczne. Chłopcy zabierali się do łowienia z entuzjazmem,ale po 30 minutach mieli już dosyć. Bertie chodził w kółko i marudził,Dominic śmiał się sam do siebie,Carly zasypiała na ramieniu Vivien,która ożywiona pisała smsy,pewnie z Aaronem... Natomiast ja i Adam siedzieliśmy obok siebie objęci rozmawiając o tym,co moglibyśmy jutro robić. Minęły już dwa dni,czyli zostały jeszcze trzy. Rodzice młodej i Bertiego nie wysłali do nich ani jednego smsa,nie dzwonili. Jednak oni nie przejmowali się tym. To tylko potwierdziło ich przypuszczenia,że rodzice mają ich daleko gdzieś. W pewnym sensie im współczułam. Ja też nie miałam takich troszczących się rodziców. Siedzieliśmy tak spokojnie,w ciszy,aż nagle usłyszeliśmy przerażający krzyk trwający około 30 sekund. Wstaliśmy przestraszeni i zobaczyliśmy Dominica,który stał w głębi lasu wydzierając się w niebo głosy. Zaczął biegać w kółko,a my staliśmy jak sparaliżowani,nie mogąc nic powiedzieć. Z jednej strony wyglądało to komicznie,jednak z drugiej Dom wyglądał,jakby coś go opętało. Nagle zaczął biec w naszą stronę...
~.~.~.~~.~~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~
PRZEPRASZAM,że tak długo musieliście czekać na ten rozdział,ale nie miałam czasu i musiałam poprawiać oceny,chyba zrozumiecie.
Jeśli czytasz moje opowiadanie - daj o sobie znać (np. w komentarzu). Dla was to chwila,a dla mnie motywacja do napisania kolejnego rozdziału. :)
Monika.