wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 5.

SPESZYL FOR MARIKA :*

Rozdział 5.

Ciocia Adama przywitała mnie miło. Kazała mówić do siebie po imieniu,nie lubiła jak ktoś zwracał się do niej per "pani". Z tego, co się dowiedziałam, Maddie była kiedyś modelką,teraz jest fotomodelką od czasu do czasu. Poznałam też jej zwierzęta,czyli sześć owczarków szetlandzkich i papużki. Nie ukrywam,że ilość tych istot mnie trochę przerażała,ale nie zważałam na to. Szybko znalazłyśmy wspólny temat,a mianowicie - modę. Maddie oznajmiła,że mój ubiór był zachwycający. Nie widziałam nic zachwycającego w białych rurkach,bluzce z ciasteczkowym potworem i w czarnych vansach,ale mimo to,było mi miło. Kiedy ciocia Adama pokazała mi mój pokój,moje usta otworzyły się w zachwycie. Jak można by dać nastolatce taki pokój? I jeszcze pozwolić jej poprzyklejać na ściany plakaty,zdjęcia,cokolwiek chce. Nawet nie miałam serca zaklejać tych ślicznych ścian. Ta kobieta była aniołem. Posiadałam nawet własny taras z widokiem na morze. Maddie zostawiła mnie samą w pokoju,powiedziała,że mam się rozpakować i poukładać swoje rzeczy na półkach,jeśli zechce. Przytuliłam ją mocno i podziękowałam. Zerknęłam na komórkę,na wyświetlaczu migał napis : " 2 wiadomości od : Adam" . Otworzyłam je, w pierwszym smsie znajdowała się następująca treść :

Hej,mam nadzieję,że lot minął Ci spokojnie. Jak tam moja ciocia? Podoba Ci się nasz pokój?(: Byłam strasznie ciekawa,co jest w drugim więc też zobaczyłam:
Tęsknie. Chce Cie już zobaczyć. Nie mogę się doczekać. Tak bardzo chciałbym Cie przytulić...

Ja Cię też - pomyślałam z westchnieniem. Szybko odpisałam :

Też chciałabym Cie przytulić,już tęsknie . Mam nadzieję,że czas szybko zleci do środy i niebawem się zobaczymy. Pokój jest świetny,dostaliśmy ten ogromny z widokiem na morze. Bardzo mi się podoba.
Naprawdę już tęskniłam. Adam jest świetnym chłopakiem. Starałam się o nim nie myśleć,więc wzięłam się za rozpakowywanie. W pokoju znajdowała się nawet garderoba. Ucieszyłam się,bo moje rzeczy na pewno nie zmieściłyby się w szafie. Trochę dużo ich wzięłam,ale miałam zamiar jeszcze jutro pójść na zakupy. Moim celem była koszulka z One Direction. Byłam ciekawa,czy Maddie wybrałaby się ze mną. Po kilku godzinach skończyłam i zeszłam do salonu. Właścicielka domu siedziała na sofie,bawiąc się z jednym z psów - Weldem.
- Rozpakowałaś się już?W czymś ci pomóc? - zapytała zatroskana.
- Nie,poradziłam sobie - odparłam nieśmiało. - Mam jedno pytanie.
- Słucham ? - uśmiechnęła się ciepło.
- Poszłabyś ze mną na zakupy? - wydusiłam.
- No jasne!A co zamierzasz kupić? - spytała zaciekawiona.
- W sumie to bluzki,bluzy,jakieś gadżety z mojego ulubionego zespołu. - odpowiedziałam trochę pewniej.
- A jaki jest twój ulubiony zespół?Nirvana?Kings Of Leon?Young Money?
- Nie...One Direction - poczułam,że się rumienie. Miałam obawy co do opinii Maddie na temat chłopców.
- A,no dobra. Szczerze to słyszałam tylko jedną piosenkę,ale z tego co wiem,w Londynie można kupić coś z nimi w prawie każdym sklepie. To o której jedziemy?
Maddie dużo mówiła,dopiero teraz zauważyłam.
- Hm..nie wiem,może o 10? - zapytałam nie bardzo wiedząc,od której sklepy są otwarte.
- O 10?Przecież chcesz coś kupić,a z Doncaster do Londynu jedzie się 3 godziny. Musiałybyśmy wyruszyć o 7. - odparła ze zdziwieniem.
- Myślę,że bez problemu wstanę,ale nie wiem,jak ty? - spytałam zagryzając wargę.
- Jasne,nie ma sprawy - powiedziała z szerokim uśmiechem.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę o sklepach w Londynie,bawiąc się przy okazji z Wedlem. Zjadłyśmy kolację,czyli ciasteczka serowe. Wzięłam prysznic i położyłam się na łóżku wpatrując w morze. Chciałbym,żeby Adam tu obok mnie był. Próbowałam zasnąć,ale nie mogłam. Chwyciłam laptopa i weszłam na twittera. O mało nie udławiłam się herbatą. Zobaczyłam paręnaście zdjęć Adama z jakąś dziewczyną...do tego całujących się. Nie miałam prawa mieć mu tego za złe,przecież nie był moim chłopakiem,ale do czasu... Byłam przekonana,że jeśli wysyła się komuś takie smsy i zachowuje się w taki sposób,coś się czuje do danej osoby. Ale chyba się myliłam...zadzwoniłam do Adama. Głos mi się załamywał,ale próbowałam być silna.
- Halo? - odebrał. Poczułam,że jest pijany.
- Cześć,słuchaj nie mówiłeś mi,że masz dziewczynę?
- Coooo...? Ja nie mam dziewczyynyyy. 
Poczułam,że nie ma sensu z nim rozmawiać,skoro jest pod wpływem alkoholu,ale mimo to kontynuowałam rozmowę.
- A te zdjęcia na twitterze? - głos powoli mi się załamywał.
- Jejkuu nie ważne idź się leczyć dziewczynoo chyba chora jesteś...k....
Nie dałam mu dokończyć,rozłączyłam się. Nie znałam go jeszcze od tej strony. Miałam ochotę wrzucić telefon do morza. Nie miałam pojęcia,co myśleć o tych zdjęciach. Wyłączyłam laptopa i schowałam go pod łóżko. Może te zdjęcia były z jakiejś imprezy? Już nie raz widziałam,co robią nastolatkowie,gdy są pijani. Postanowiłam zostawić tą sprawę na później,nie chciałam się zamartwiać. Nastawiłam budzik na 5.00 i zasnęłam.

~ ~ ~

Wstałam dopiero o 6.00,godzinę wcześniej nie miałam siły wstać. Szybko ogarnęłam włosy i ubrałam się w czarne rurki,niebieską bluzę z DC i czarne vansy. Czyli w sumie tak na luzie. Zjadłam śniadanie z Maddie i wyruszyłyśmy. Było widać,że jest śpiąca,a nawet bardzo.
- Może pojedziemy innym razem,skoro się nie wyspałaś? - spytałam.
- Nie,nie w porządku. Kupimy kawę i zaraz się rozbudzę - odpowiedziała z prawie zamkniętymi oczyma.
- Mogę cię o coś spytać? - zapytałam z rumieńcem na twarzy.
- Yhym,jasne,a o co ?
- Chodzi o Adama..on...ma jakąś dziewczynę oprócz mnie? - zabrzmiało to dziwne,bo w sumie było to "trochę" nienormalne.  
- Nie,nic mi o tym nie wiadomo. Rok temu miał dziewczynę tutaj,w Anglii - Zoey - ale z tego co mi wiadomo,ona z nim zerwała... 
Westchnęłam. Maddie wyglądała na zaniepokojoną i zapytała : 
- A coś się stało?
- W pewnym sensie. - odparłam zasmucona. 
- To znaczy?Możesz mi powiedzieć,on się nie dowie..
- No bo.. on był na jakichś zdjęciach z taką czarnowłosą dziewczyną,całowali się...
- Żartujesz?To muszą być stare zdjęcia. Zoey miała czarne włosy. Tylko nie wiem,po jaką cholerę je wstawiła - powiedziała wyraźnie rozgniewana Maddie.
- Uff...ulżyło mi.. Nie lubiłaś jej,co? - spytałam z uśmiechem.
- Niezbyt. Była kiczowata,cały czas chodziła w miniówkach,odsłaniając pół tyłka. 
Chciało mi się śmiać. To było trochę niedorzeczne,że Adamowi,który miał taką dziewczynę jak Zoey, spodobałam się ja,jej zupełna przeciwność,ale mimo to cieszyłam się,że to stare zdjęcia.
Dojechałyśmy do Londynu. Było pełno ludzi. Weszłyśmy do pierwszego sklepu - niestety nie znalazłyśmy nic odpowiedniego. Po kilku sklepach miałam ochotę zrezygnować,ale zobaczyłam na jednym napis :


PODPISYWANIE PŁYT ONE DIRECTION 3 SIERPNIA

Serce zaczęło mi bić bardzo szybko. Był dopiero lipiec,miałam tak długo tu zostać?Miałam wszystko gdzieś,muszę tu przyjść. Jeśli nie będę mogła zostać u Maddie,to będę mieszkać w motelu,może poszukam pracy...Zrobię wszystko,żeby zobaczyć Nialla,spotkać się z nim. Coś zabrzęczało mi w kieszeni. Wyjęłam telefon i zobaczyłam,że mam wiadomość od Adama. Nie czytając jej,zrobiłam zdjęcie temu szyldowi. Powiedziałam Maddie,że chcę już jechać do domu,zamówię sobie coś przez internet. Ona zdziwiła się i poszła jeszcze zrobić zakupy na obiad itd. Przeczytałam smsa:

Cześć. Przepraszam Cie za wczoraj,nie wiem,co mówiłem...ale na pewno coś głupiego,byłem troche nawalony.

Odpisałam bez namysłu:

Troche?Mniejsza. Widziałam Twoje zdjęcia z Zoey...

Dostałam odpowiedź niemal natychmiast.

Jakie zdjęcia?Skąd wiesz,kto to Zoey?

Pogadamy jak przyjedziesz - odpisałam. Niech się martwi,miałam to naprawdę gdzieś. Ważne,że zobaczę Nialla. Na samą myśl,że będę mogła go dotknąć,przytulić,zobaczyć go na żywo..że on dotknie moją płytę,miałam dreszcze. Już bardzo się cieszyłam. Spojrzałam wokoło siebie. Nigdzie nie widziałam Maddie. Nie miałam jej numeru,a Londyn był olbrzymi. Chyba się zgubiłam - pomyślałam z paniką. Mówiła,że idzie do sklepu,nawet podawała mi nazwę,ale nie pamiętam jak brzmiała. Zdezorientowana obejrzałam się naokoło. Zobaczyłam tylko mnóstwo ludzi,w tym grupkę nastolatków. Patrzeli na mnie. Byłam ciekawa,co sobie o mnie myślą. Dziwna?Niegustowna?Żałosna? Spojrzałam w ich stronę. Dostrzegłam pewnego chłopaka,blondyna,który właśnie kierował się w moją stronę. Pozostali chłopcy krzyczeli coś do niego,ale nie zwracałam na to uwagi. Byłam ciekawa,co zrobi. Był coraz bliżej,w końcu stanął przede mną i powiedział z fajnym angielskim akcentem:
- Cześć.
- Hej..-odpowiedziałam trochę kalecząc angielski z nerwów.
- Jak leci? Jestem Dominic.
- Miło cię poznać,mów mi Emily albo Emiko.
- Jasne. Nowa jesteś czy tylko na wakacje przyjechałaś?- spytał z rękoma w kieszeniach,kołysząc się na piętach.
- Na wakacje niestety..wczoraj przyjechałam,a co? - zapytałam z uśmiechem małej dziewczynki.
- A nic,tak się pytam..właściwie to wpadłaś w oko mojemu koledze.
Zarumieniłam się.
- Któremu? - spytałam z ekscytacją.
- Widzisz tego blondyna?Taki z fullcapem. - odparł Dominic nieco zażenowany całą sytuacją.
- Yhym. Mógłbyś go tu zawołać? - zapytałam. Sama nie wiedziałam co robię. Zgubiłam się w Londynie i zamiast szukać Maddie,gadałam z jakimiś kolesiami.
- BEEEERTIE ! - zawołał dźwięcznym głosem chłopak. Bertie podszedł do nas nieśmiało i powiedział:
- E...hejj...mam na imię...
- Bertie - dokończyłam zagryzając wargę z ekscytacją.
- Taaaak,a ty jesteś?- zapytał nieco rozluźniony. Dominic spojrzał na nas przewracając oczyma i odszedł. Zaśmiałam się lekko i powiedziałam:
- Emily.
- Miło mi cię poznać,może oprowadzić cię po Londynie? - zapytał z nadzieją.
- To znaczy..w sumie to się zgubiłam. - odparłam. Wiem,że to brzmiało dziwnie,Bertie chyba też to poczuł. Opisałam mu całą sytuację,a on zaprowadził mnie do sklepu mieszczącego się na tej samej ulicy. Okazało się,że właśnie tam Maddie robi zakupy. Chłopak wyjaśnił mi,że to jest najpopularniejszy taki sklep w Londynie. Wymieniliśmy się numerami telefonów i twitterami. Staliśmy przed sklepem.
- Masz chłopaka?Albo dziewczynę?-spytał Bertie.
- Em..nie,nie przepadam za dziewczynami. Chłopaka nie mam - tak bardzo chciałam,żeby Adam to teraz usłyszał..na pewno poczułby się dotknięty tak samo jak ja patrząc na te zdjęcia z Zoey.
- Halo? - powiedział chłopak delikatnie mnie szturchając.
- Przepraszam,zawiesiłam się na chwilę - powiedziałam sztucznie się śmiejąc. Bertie spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczyma.
- Wszystko w porządku? - zapytał zatroskany.
- W jak najlepszym - skłamałam. Tak naprawdę miałam ochotę rzucić mu się w ramiona i rozpłakać się. Co też zrobiłam zupełnie tego nie kontrolując. Zaczęłam tak głośno płakać,że poczułam zdziwione spojrzenia ludzi na plecach. Bertie mocno mnie obejmował. Usłyszałam głos Maddie:
- Em? Co ci jest?Zgubiłaś się?Co się stało?
Chciałam wydusić z siebie słowa,ale jeszcze głośniej się rozpłakałam. W końcu uspokoiłam się i powiedziałam:
-Zakochałam się...
- W kim? - spytali jednocześnie Bertie i Maddie.
- Chcę wrócić do domu,dobrze?Potem porozmawiamy. Maddie,mam prośbę..czy mój nowy przyjaciel może z nami jechać?
- Myślę,że tak - odparła niepewnie.
Skierowaliśmy się w stronę samochodu. Przez całą drogę siedziałam z tyłu w objęciach chłopaka. Ciocia Adama spoglądała na mnie podejrzliwie od czasu do czasu. Wysiedliśmy z pojazdu. Przed domem,a właściwie villą ujrzałam pewną postać. To był Adam,a ja szłam obejmując się z Bertiem. Poczułam,że może być ciekawie...



Bertie.

DOMINIC.




Maddie.

piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 4

Wpadłam do domu i bez słowa wbiegłam na górę do mojego pokoju. Byłam już w większości spakowana. No oczywiście kosmetyki itp spakuję dopiero jutro,ale mimo to bałam się,że czegoś zapomnę. Powinnam zrobić listę - pomyślałam. Padłam na łóżko,nie miałam ochoty nic pisać,planować..wolałam pomyśleć,co powiem Niallowi,jak go spotkam,bo w sumie jeśli będę miała okazję z nim porozmawiać,to o czym?Siedząc całymi dniami przy laptopie prawie znałam go na wylot. Nie zaskoczyłby mnie fakt,że on kocha jedzenie,ma klaustrofobię,umie mówić z różnymi akcentami... Zorientowałam się wtedy,że na jego temat wiem prawie wszystko,a o pozostałych chłopcach już nie tak wiele. Przebrałam się w wygodne ciuchy i wstukałam w przeglądarkę nazwisko Harrego. Wyskoczyło tyle informacji z których niestety wiele nie zapamiętałam. Natychmiast nasunęło mi się pytanie - czy jestem prawdziwą directionerką czy może tylko dziwną dziewczyną kochającą chłopaka z którym nawet nie zamieniłam słowa?Bo jeśli jest się fanką One Direction,powinno się kochać Liama,Louisa,Zayna,Harrego,Nialla - wszystkich,a nie, tylko jednego,a resztę uważać,za jakichś tam gości z zespołu. Miałam ochotę się rozpłakać. Nie jestem directionerką - pomyślałam z przekonaniem. Spojrzałam pytająco na bilet lotniczy,waliziki,płytę 1D,plakaty z nimi... Nagle wszystko straciło dla mnie sens - ten cały wyjazd,marzenie o rozmawianiu z Niallem. Usiadłam na podłodze,opierając się o ścianę. Usłyszałam,jak rodzice wychodzą z domu. Mieli dzisiaj pojechać z moim bratem do parku. No tak,mnie nawet nie zapytali,czy chcę z nimi pojechać. Zbiegłam na dół po schodach i zrobiłam coś,co było dziwne,jak na mnie. Wzięłam papierosa z paczki taty,chyba zapomniał jej wziąć ze sobą i zapaliłam go. Zaciągnęłam się raz,drugi..aż w końcu spaliłam trzy fajki. Przestraszyłam się,że rodzice ode mnie je wyczują,więc szybko wzięłam prysznic,umyłam włosy i zęby. Nie wiem,po co to zrobiłam,ale było to odprężające. Napisałam smsa do Adama :
Palisz fajki?
Po chwili dostałam odpowiedź:
Tak,czasem,skąd to pytanie?
Nie wiedziałam,co odpisać,sama nie wiem,czemu się go o to spytałam. Nic nie odpisałam,po co?Nawet nie miałam pojęcia,jak sformułować odpowiedź: bo właśnie sobie spaliłam? Bo byłam ciekawa?Wydawało mi się to bez sensu.
~ ~ ~
Następnego dnia obudziłam się równo z budzikiem - o 6.15. Usiadłam na łóżku i poczułam,że brzuch mnie boli od stresu. Co prawda,Adam obiecał,że mnie odwiezie na lotnisko,ale obawiałam się tego,że nie dotrę do domu jego cioci. Wzięłam prysznic,ułożyłam włosy i zorientowałam się,że wczoraj nie poszłam do fryzjera. No pięknie,będę musiała przefarbować włosy w Anglii-pomyślałam. Spakowałam resztę rzeczy i przygotowałam sobie muesli. Zerknęłam odruchowo na zegarek - była 8.30. Za pół godziny przyjedzie Adam. Na samą myśl skręcało mnie w brzuchu. Zjadłam śniadanie i pobiegłam po walizki do góry. Były strasznie ciężkie,niemalże wywróciłam się z nimi na schodach. Usłyszłałam pukanie do drzwi. Rzucając wszystko,pobiegłam,żeby je otworzyć. Stał w nich Adam,jak zwykle nieźle się prezentujący.
- Cześć! - powiedział wesoło przytulając mnie.
- Hej! Taksówka powinna niedługo być - odparłam.
- Ok. Jednak nie przefarbowałaś się?- spytał z triumfem w głosie.
- Nie,zapomniałam o tym,że mam iść do fryzjera,wypadło mi z głowy.
- Ah...denerwujesz się?
- A co,bardzo widać? - roześmiałam się nerwowo.
- Trochę,ale nie przejmuj się,moja ciotka nie gryzie.
W tym momencie usłyszliśmy klakson taksówki. Wzięłam walizki z domu,Adam zaniósł je do samochodu,a ja zostawiłam karteczkę dla rodziców kuchni :

Szkoda,że nie zdążyliśmy się pożegnać.
Wracam za miesiąc.
Kocham was i będę tęsknić,
 Emiko.
Musiałam trochę skłamać,żeby przysłali mi pieniądze..zakluczyłam dom i wybiegłam z posesji. Wpadłam do taksówki i usiadłam z tyłu,obok Adama. Ruszyliśmy na lotnisko. Czułam,że moje jelita skręcają się ze stresu. Poczułam dłoń chłopaka na mojej. Trzymał mnie za rękę. Znowu nie wiedziałam,jak zareagować,więc po prostu zerkałam  przez okno. Fascynujący las - pomyślałam z irytacją. W końcu taksówka dojechała do lotniska. Zapłaciłam za transport i wysiadłam z pojazdu. Adam pomógł mi wyjąć bagaże i ruszyliśmy w kierunku budynku. Musiałam już pójść na odprawę,więc pożegnałam się z chłopakiem.
- To będą długie dwa dni - powiedziałam.
- Przetrwamy - rzekł całując mnie w policzek.
Poczułam,że mam wypieki na twarzy. Do tego brzuch mnie bolał jeszcze bardziej z każdą minutą. Trzesącymi rękoma chwyciłam uchwyt walizki i udałam się w stronę wejścia do pomieszczenia,w którym odbywała się odprawa. Spojrzałam za siebie - Adam obserwował,jak odchodzę.
~ ~ ~
Wsiadłam do samolotu,przez całą drogę słuchałam muzyki i smsowałam z Adamem. Obiecywał,że wszystko będzie dobrze,żebym się nie bała i że ma nadzieję,iż będę dzielna. Słodziak - pomyślałam,chociaż nie wiedziałam,jak o nim myśleć - chłopak czy przyjaciel?Nigdy nie miałam tak bliskiej osoby przeciwnej płci. Chciałam wysłać smsa do mamy,poinformować ją o tym,że wszystko dobrze itp,ale zrezygnowałam,niech sama się martwi. Po za tym samolot właśnie lądował.
~ ~ ~
Wzięłam swój bagaż,zamówiłam taksówkę pod adres podany przez Adama. Bałam się,że jego ciotka uzna mnie za dziwaczkę. Strasznie się denerwowałam,ręcę pociły mi się ze stresu,bo pojazd właśnie się zatrzymał. Serce biło mi jak szalone. Zobaczyłam ogromną willę,zupełnie nie w angielskim stylu. Zapłaciłam za przejazd,wysiadłam z samochodu i z walizkami udałam się w stronę budynku. Ujrzałam szczupłą,piękną brązowowłosą kobietę stojącą na ganku. Uśmiechała się do mnie ciepło. Odetchnęłam z ulgą i nieśmiało odwzajemniłam uśmiech.

willa cioci Adama.

Maddie - ciocia Adama.



sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 3.

z dedykacją dla Mariki,bo strasznie jej się podoba moje opowiadanie. <3

ROZDZIAŁ 3.
O 13-tej obudziła mnie mama. 
-Ktoś do ciebie przyszedł..jakiś chłopak - powiedziała z zażenowaniem.
-Co?!Adam?!Już?!Która jest godzina?! - byłam przerażona. Zerwałam się z łóżka i wciągnęłam szlafrok. Nie wiedziałam co robić,przecież wyglądałam jakbym dopiero co wstała...z grobu. - Możesz mu powiedzieć,że przesuniemy spotkanie na 16-stą?Zaspałam trochę...
-Dobrze..-odparła podejrzliwie mama. Już wyczuwałam,że będzie się o niego wypytywać. Rodzicielka poinformowała chłopaka. Z tego,co słyszałam,nie był zadowolony,ale się zgodził..Doprowadziłam się do porządku i zjadłam śniadanie,a właściwie obiad. Kiedy jadłam,mama weszła do kuchni i usiadła na krześle. Uhu,wywiad się zaczyna - pomyślałam. 
- Co to za chłopak?-zaczęła nie ukrywając swojej bezczelnej ciekawości. 
- Adam - odparłam bez emocji.
- No dobrze,ale kto to w ogóle dla ciebie jest?
Westchnęłam,już miałam dosyć tej rozmowy. W końcu powiedziałam:
-Kolega,wczoraj poznałam go w galerii,jak robiłam zakupy. - skłamałam,bo po co mama musi znać prawdę?Nie zamierzałam jej nawet powiedzieć o tym,gdzie się zatrzymam podczas pobytu w Anglii. Na 100% by się nie zgodziła.
- Na pewno ? - zapytała wścibsko.
- Na pewno - odparłam dobitnie. Skończyłam jeść,zerknęłam na zegarek,który wybijał 15:40. - Muszę już wychodzić - powiedziałam.
- A gdzie się spotykacie?
- W Starbucks. 
Mama obrzuciła mnie wzrokiem i wyszła z jadalni. Ubrałam płaszczyk i wyszłam. Była mżawka,ale nie zwracałam na to szczególnej uwagi. Wsiadłam do autobusu,wlókł się niemiłosiernie. Miałam wrażenie,że się spóźnię. Nareszcie pojazd podjechał pod galerię. Wybiegłam z niego w stronę galerii. Zobaczyłam Adama,stał i się uśmiechał. Odwzajemniłam uśmiech i przyspieszyłam. Gdy byłam już bardzo blisko chłopaka,potknęłam się i  wpadłam prost w jego ramiona. Złapał mnie i się roześmiał.
- Kaleka ze mnie... - powiedziałam zawstydzona. 
- Oj tam każdemu się zdarza - odparł dziwnie zadowolony chłopak. Weszliśmy do kawiarni i zamówiliśmy gorącą czekoladę. Przez chwile nie mogłam oderwać wzroku od jego twarzy. Jest piękny - pomyślałam. 
-Co ty jesteś dzisiaj taka nieobecna,zamyślona?-spytał z lekkim uśmiechem.
-Nie wiem,chyba za długo spałam..-odpowiedziałam bez namysłu. Otrzymaliśmy zamówienie,bez słowa mieszałam czekoladę. Cały czas myślałam,o tym,jaki Adam jest ładny.
- Chyba nie masz dzisiaj nastroju na rozmowy..-powiedział zawiedziony.
- Nie,nie...po prostu tak sobie rozmyślam...o wszystkim..
- Obawiasz się pobytu w Anglii?Czy jak?-spytał zaniepokojony. 
- W sumie to trochę tak. Wiem,że tam są wspaniali ludzie... ale czy nie przeszkadza ci to,że będziesz miał pokój z dziewczyną?
Zapadła chwila ciszy,po czym kontynuowałam:
-Dziewczyną,która ma tonę ciuchów,swoje humory itd . I do tego słucha One Direction - odważyłam się powiedzieć.
- No i co z tego? Chyba każda dziewczyna ma takie swoje,że tak powiem zboczenia . A co do One Direction,to nawet lubię ten zespół. Mają kilka fajnych piosenek. - powiedział. Strasznie mnie zaskoczył. Byłam zdziwiona...nie dość,że lubi ten zespół,który jest wyzywany od pedałów,frajerów itd. ,to do tego kocha modę i obiecuje,że będzie znosił moje humory. Miałam ochotę go pocałować ze szczęścia,co też zrobiłam,ale było to delikatne muśnięcie w policzek. Wyglądał jakby czekał na to od dzieciństwa. Bardzo się ucieszył,ale widać było,że to ukrywa. 
- A to za co? - spytał z szarmanckim uśmiechem Adam. 
- A za to,że obiecujesz,że będziesz mnie znosił. - odparłam z bananem na twarzy. Rozmowa potoczyła się dalej i dowiedziałam się od chłopaka,że będziemy mieli sypialnię z dwoma dużymi łóżkami. Jego ciocia,u której się zatrzymamy ma na imię Magda,ale większość ludzi mówi na nią Maddie. Nie ma dzieci,mieszka z mężem w ogromnej willi z basenem. Posiada za to dużo zwierząt - 6 psów,4 papugi ary, 2 kanarki i coś jeszcze,ale zapomniałam już. Adam opowiadał,a ja nie mogłam się skupić na tym,o czym mówi. Był stanowczo za ładny. To będzie cud jak się w nim nie zakocham - pomyślałam. Głośno westchnęłam.
-Masz już dość moich opowieści?- spytał z rozbawieniem.
- Nie,no coś ty . To co mówisz,jest bardzo ciekawe - brzmiałam idiotycznie. - A na ile zostajesz?
- W sumie na tyle,ile chce. Mogę na miesiąc,mogę na całe wakacje,na tydzień...jak mi się podoba. A ty na ile możesz zostać?
- Praktycznie to mogę na miesiąc,ale wiesz..wszystko może się wydarzyć. Przede wszystkim chcę iść na koncert One Direction,byłbyś chętny pójść ze mną?-zapytałam bez wahania. 
- Zobaczy się,co da się zrobić - odparł z uśmiechem. - Może wyszlibyśmy na świeże powietrze? Już się rozpogodziło.
- Hm...jasne .
Wyszliśmy ze Starbucks i skierowaliśmy się w stronę placu. Było dość mało ludzi. Szliśmy rozmawiając o Anglii. Nasze ręce stykały się co chwilę,ocierały o siebie. Niespodziewanie Adam zapytał:
-Mogę wziąć cię za rękę?
Nie wiedziałam,co powiedzieć,tak nagle o to zapytał..bez słowa chwyciłam go za dłoń. Spojrzałam mu w oczy. Nachyliliśmy się do siebie,nasze twarze niemal się stykały. W końcu chłopak zdobył się i pocałował mnie. Puściłam jego rękę, położyłam mu dłonie na karku i kontynuowaliśmy. Całował nieziemsko,delikatnie,ale namiętnie. Musiałam zaczerpnąć powietrza,więc oderwałam usta od jego warg. Nagle zauważyłam,że naokoło pełno ludzi stoi i patrzy się na nas. Zawstydziłam się,chwyciłam rękę chłopaka i poszłam w stronę przystanku. Adam szedł jak zaczarowany,ja zresztą też.
-Musisz już jechać?-spytał zawiedziony.
-Taaak....jeszcze dzisiaj idę do fryzjera,przefarbować włosy.-odpowiedziałam.
-Na jaki kolor?W tym jest ci ślicznie. 
Rozmawiałam jeszcze z Adamem przez parę minut,po czym pożegnałam się z nim,a on obiecał mi,że odwiezie mnie jutro na lotnisko.Szczerze to się ucieszyłam. Ogólnie cieszyłam się z tego,że poznałam kogoś takiego,jak Adam. Siedząc w autobusie rozmyślałam tylko o nim. Ten niespodziewany pocałunek był dziwny,ale nie zaprzeczę,że przyjemny. Byłam ciekawa,jak potoczy się dalej nasza znajomość. Mimo tego,że on jest świetnym chłopakiem,nie zapomniałam o Niallu. Mojej pierwszej prawdziwej miłości.





piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 2.

Wstałam z łóżka następnego dnia bardzo wcześnie. Sama nie wiedziałam,czemu aż tak szybko się obudziłam. Wzięłam prysznic,ubrałam się i zjadłam śniadanie. U mnie wszyscy jeszcze spali,bo była sobota. Jeszcze dwa dni - pomyślałam. Nie mogłam się doczekać. Tata zostawił mi pieniądze na zakupy,bo prosiłam go o to wczoraj. Chwyciłam je,włożyłam do portfela i bez zastanowienia poszłam na autobus. Była dopiero 9-ta. Usiadłam z tyłu pojazdu i włożyłam słuchawki. Oczywiście włączyłam sobie One Direction,bo co innego?Z całego serca kocham ten zespół. Wysiadłam z autobusu i ujrzałam na przystanku przystojnego chłopaka. Uśmiechnęłam się do niego,a on odwzajemnił uśmiech. Chciałam się udać do galerii,ale nagle poczułam,że ktoś łapie mnie za rękę. To był ten przystojniak .
-Hej,jestem Adam - przywitał się czarująco.
-O...cześć..jestem Emiko . - powiedziałam nieśmiale,wcześniej raczej nikt do mnie nie podchodził pierwszy,a tym bardziej chłopak.
-Wybierasz się na zakupy?-spytał ze zniewalającym uśmiechem.
-Taaak,a ty gdzie się wybierasz?-zapytałam bez namysłu.
-W sumie miałem jechać do ojca,ale jeśli nie masz nic przeciwko potowarzyszę ci w czasie zakupów,uwielbiam modę . - odparł Adam z bananem na twarzy. Powstrzymywałam się od śmiechu . Pierwszy chłopak,który przyznaje się do tego,że lubi modę. - Coś nie tak? - spytał zmieszany.
-Nie,po prostu..a dobra nieważne. Jasne,miło mi będzie usłyszeć opinię kogoś kto zna się na modzie.- odparłam z przekonaniem. Ruszyliśmy w stronę galerii. Pachniał fajkami i playboyem,bardzo męsko. Chłopak zachowywał się jakbyśmy znali się od piaskownicy. Zadawał mnóstwo pytań,a ja cierpliwie odpowiadałam. Dowiedziałam się,że jest w moim wieku i możliwe,że będziemy razem w liceum. Weszliśmy do mojego ulubionego sklepu i zaczęłam przymierzać ciuchy. Dziwnie było pytać o opinię nowo poznanego chłopaka,ale nie zważałam na to. Świetnie się bawiliśmy. Adam pomógł mi nawet w wyborze wielu zestawów. Skończyła mi się kasa,zostało mi jednak trochę na kawę,więc udaliśmy się do kawiarni. Usiedliśmy przy stoliku z tyłu lokalu.
- Zawsze robisz tak dużo zakupów?Ważą chyba więcej od ciebie - powiedział ze śmiechem. 
- Nie,raczej kupuję w internecie,ale teraz nie zdążyłyby dojść,bo mi są potrzebne w sumie na teraz. - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem i rozmarzeniem w oczach.
- Jeśli mogę spytać,to co się szykuje?Jedziesz na jakąś imprezę czy coś? 
- Hm...jadę w poniedziałek do Anglii i.... -nie zdążyłam dokończyć bo Adam mi przerwał.
-Serio ? - zapytał z podekscytowaniem - Ja lecę do Doncaster do mojej cioci w środę!
Byłam zaskoczona.
- Tak? - nie mogłam w to uwierzyć . Poznałam chłopaka,który interesuje się modą i do tego najprawdopodobniej spędzę z nim wakacje,bo wątpię,żeby odpuścił z naszą znajomością. Świetnie się dogadywaliśmy. Wstałam i przytuliłam go ze szczęścia - Jednak nie będę w Doncaster sama! - krzyknęłam na całą kawiarnię. Adam uśmiechnął się szeroko i usiedliśmy . 
-Już wiesz,gdzie się zatrzymasz?- zapytał z nieskrywaną ciekawością.
- Jeszcze nie... - odparłam niepewnie z nadzieją,że coś mi poleci lub w najlepszym wypadku przekona ciocię do tego,bym zatrzymała się u niej. 
- Wiesz co,jeśli nie masz nic przeciwko,możesz udawać,że jesteś moją dziewczyną...-chłopak zaczął,a ja już miałam wątpliwości co do tego planu - ...i zapytam się ciotki,czy mogłabyś przyjechać ze mną. Myślę,że na 100% się zgodzi,tylko,że ja dojechałbym dwa dni później. 
-No plan w sumie nie jest zły - skłamałam- ale czemu dojedziesz dwa dni później,jak się usprawiedliwisz?
- Powiem,że mam warsztaty malarskie i kończą się we wtorek.
- A jeśli spyta się twoich rodziców?- chciałam,żeby ten plan był idealny. Zapadła chwila ciszy.
- Oni się nie lubią z moją ciocią,za to ona za mną przepada - powiedział z zawstydzeniem.
- Rozumiem... - odparłam. Kontynuowaliśmy rozmowę,Adam opowiadał mi o Doncaster,o ludziach stamtąd itd. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Ustaliliśmy,że spotkamy się jeszcze jutro wieczorem i wszystko do końca zaplanujemy. Zerknęłam na zegarek i okazało się,że jest już po 15-tej . 
-Ale się zagadaliśmy - powiedziałam ze zdziwieniem. 
-No rzeczywiście... - odparł chłopak wyjmując telefon. - 5 smsów..każdy od taty - rzekł.
- Jeśli musisz już iść,to chodź,bo ja też już muszę wracać. Nie zostawiłam mamie karteczki,ani żadnej informacji,pewnie się martwi - powiedziałam bez przekonania. Sięgnęłam po kurtkę,zapłaciłam za kawę i przytuliłam Adama. Przyjacielski uścisk,nic więcej - pomyślałam. Wyszliśmy z kawiarni kierując się w stronę przystanku.
-Jakim autobusem jedziesz?-spytałam z zaciekawieniem.
- 712,a ty? - zapytał z nadzieją.
- 210 ... o , właśnie jedzie! Pa Adam, do jutra - powiedziałam jeszcze raz go przytulając. Robiłam to stanowczo za dużo jak na pierwsze spotkanie. Chłopak patrzył, jak odjeżdża mój autobus. Naprawdę go polubiłam,nie chciałam tego stracić,więc na razie nie mówiłam mu o mojej miłości do One Direction. Nie wyglądał na osobę,która słucha tego rodzaju muzyki,chociaż...-pomyślałam. Wysiadłam z pojazdu i skierowałam się w stronę domu. Zakupy były naprawdę ciężkie... 
- Hej wszystkim! - krzyknęłam wchodząc do domu. Rodzina siedziała przy stole jedząc obiad. Pobiegłam do góry,zostawiłam torby i zeszłam na dół. Usiadłam przy stole i zapytałam:
-Co dziś na obiad? 
-Kurczak z ryżem i warzywami - odpowiedziała mama. Od razu miałam banana na twarzy,uwielbiałam to danie. - Co ty dzisiaj taka wesoła jesteś?
- Wiesz...zakupy,w sumie dużo rzeczy kupiłam,jak zjem,to ci pokażę - odparłam,chociaż to nie był jedyny powód mojej radości. Mama uśmiechnęła się od ucha do ucha. Cieszyła się,że chociaż raz mam dobry humor.  Zjadłam obiad,pokazałam mamie moje "zdobycze",skomentowała je w następujący sposób: "Chociaż raz zrobiłaś normalne zakupy". Zignorowałam jej uszczypliwość. Nic nie było mi w stanie popsuć mojej radości. Zaczęłam powoli się pakować. Włożyłam do walizki oczywiście moje nowe ubrania,ledwo je upchnęłam więc wzięłam jeszcze torbę mamy,przecież to nie wszystko jeszcze. Telefon zadzwonił,na dzwonku miałam refren "One Thing",odebrałam :
-Halo?
- No cześć,to ja,Adam...-powiedział głos w słuchawce. Ucieszyłam się.
- O,cześć! 
- Ciocia zgodziła się,dała nam wspólny pokój - rzekł niepewnie,ale w jego głosie było słychać skrywaną ekscytację. 
- Naprawdę? Jejku cieszę się,chyba ze mną przeżyjesz - odpowiedziałam ze śmiechem.
- Mam nadzieję -chłopak odwzajemnił śmiech. - To co,jutro się spotykamy? - nie wiedziałam po co,ale się zgodziłam. Zakończyliśmy rozmowę,a ja włączyłam sobie muzykę i zaczęłam tańczyć ze szczęścia. Bardzo się cieszyłam,nie byłam nawet w stanie opisać mojej radości.

Adam.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rodział 1.

Jeszcze 3 dni - pomyślałam. Leżałam na łóżku patrząc się w sufit. Obawiałam się,że mój angielski nie jest wystarczająco dobry,żeby mieszkać w Anglii przez miesiąc. Do tego sama,bo nie leciałam z rodzicami. Mama powiedziała,że jest możliwość,abym poleciała chociaż w jedną stronę z jej przyjaciółką - Anitą. Nie lubiłam jej,wredny babsztyl z toną tapety. Zupełnie inna niż ja - nie używałam tak dużej ilości makijażu,prawie wcale. Nie widziałam sensu w tym,żeby ukrywać twarz za pudrem i fluidem . Do tego jeszcze ciemniejszym niż moja cera. Jestem blada w porównaniu do innych dziewczyn z mojej klasy,tzn. już nie z mojej,od tygodnia są wakacje. Usiadłam na łóżku i zdałam sobie sprawę,że rozmyślałam 5 godzin . Wydawało mi się,że minęła co najwyżej godzina. Zerknęłam na zegarek,który pokazywał 16:31. Podeszłam do wielkiej toaletki znajdującej się w moim pokoju. Spojrzałam do lustra i westchnęłam. Moje włosy wyglądały,jakbym właśnie powstała z grobu,całe zakołtunione,a twarz bledsza niż zwykle. Żebym się tylko nie rozchorowała - pomyślałam. Doprowadziłam fryzurę do ładu i zeszłam na dół,po schodach do kuchni. Siedzieli tam moi rodzice z moim 10-letnim bratem Krzysiem. 
- Dopiero wstałaś,Em ? -spytała moja mama. 
- Jak widzisz - odparłam kpiąco. Dobrze wiedziała,że nienawidzę,jak ktoś zdrabnia moje imię. Emilia , co to w ogóle za imię . Wolałam,jak mówili do mnie Emiko . Co prawda,japońskie imię,ale podobało mi się o wiele bardziej niż te polskie. 
- Masz ochotę na kolację? - kontynuowała moja rodzicielka.
- Przecież jest dopiero po 16-tej . - odparłam zdziwiona.
Mama zaśmiała się i powiedziała:
-Chyba straciłaś poczucie czasu. Jest już po 18-tej . 
Zdziwiłam się jeszcze bardziej,miałam nadzieję,że w Anglii ten czas tak szybko nie będzie leciał. Zrobiłam sobie płatki i poszłam do góry . Zastanawiałam się,co wziąć ze sobą,jak będę już jechała do Doncaster,bo tam się zatrzymuje podczas miesięcznego pobytu. Jeszcze nie wiedziałam dokładnie,gdzie,więc poszperałam w internecie i znalazłam parę hoteli. Uznałam,że nie są najtańsze,ale stać mnie na nie . Zbierałam sobie pieniądze na tą wycieczkę od roku. Powinnam mieć wszystko zorganizowane,a tak na prawdę nic nie przygotowałam . Najwyższy czas - pomyślałam . Odłożyłam płatki i otworzyłam szafę. Było w niej pełno ubrań,jednak czułam,że muszę zrobić zakupy. Tata da mi pieniądze i pójdę jeszcze do fryzjera. Moje wiśniowe włosy już dawno mi się znudziły. Wrócę do naturalnego koloru,bo przecież Niall lubi naturalne dziewczyny.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Prolog.

Zawsze wiedziałam,że marzenia się spełniają,tylko trzeba w nie wierzyć. Moje wydawało się być nie osiągalnym,bo w sumie co może zrobić 16-sto letnia dziewczyna z małej miejscowości?Wszyscy uznawali mnie za niedojrzałą nastolatkę zakochaną w jakimś chłoptasiu z boys bandu. Niall nie jest głupim chłoptasiem,szkoda,że tylko ja tak uważałam z mojego środowiska. Odkąd cała szkoła dowiedziała się,że jestem directionerką nie miałam już do kogo się odezwać,nawet przyjaciółka się ode mnie odwróciła. Uznała,że jestem dziwna i że pogadamy,jak mi to przejdzie. Nie przejęłam się tym,bo po co przejmować się kimś,kto tylko udawał twojego przyjaciela?Nie ma sensu. Megan,bo tak jej było na imię,uznawała tylko "niegrzecznych chłopców",słuchających metalu,noszących glany. Sama taka nie była,ale chyba potrzebowała odmiennej osoby płci przeciwnej. Gdy powiedziałam jej,że wyjeżdżam do Londynu,wyśmiała mnie. Powiedziała,że i tak mnie ten mój Niall nie pokocha. Ja odpowiedziałam jej krótko: "Żebyś się nie zdziwiła". Może wszyscy uznają mnie za nienormalną,ale postanowiłam jej to udowodnić. Mam lot za parę dni i miesiąc na poznanie Nialla i rozkochania go w sobie.